| Aleksander Kostka | 7 |
Kto podejmie ryzyko?
Niedaleko od Jerozolimy, jadąc na północ docieramy do gęsto porośniętych lasem pagórków. Dobrze po wielu dniach spędzonych w zatłoczonym i hałaśliwym mieście odpocząć. Idziemy nie odzywając się do siebie. Mój towarzysz, polski żyd, zaczyna mówić:
Kiedyś przeczytałem książkę Pawłowa o tresurze zwierząt. Miałem kota i bardzo chciałem sprawdzić, czy potrafię nauczyć go czegoś, bo skoro Pawłow nauczył swojego psa ślinić się na dźwięk dzwonka, to może ja nauczę czegoś podobnego swojego kota. Byłem w tym dość okrutny: kiedy z odtwarzacza sączył się fragment jakiejś piosenki (ściśle określony fragment) ja wrzeszczałem i goniłem kota po całym mieszkaniu przez parę minut. Powtarzałem to tak długo, aż kot tylko na dźwięk właśnie tej, ściśle określonej piosenki zupełnie wariował i zaczynał się przede mną chować. Kiedy nie puszczałem piosenki, kot był całkiem spokojny i nawet pozwalał mi się głaskać, zupełnie jakbym niczego złego nie robił. Potem, kiedy przychodzili do mnie znajomi, mówiłem im: „Patrzcie, jak nauczyłem kota odruchu Pawłowa! Niesamowite!” I odgrywałem przed publicznością znaną mnie i mojemu kotu scenkę dwóch aktorów.
Przerywamy rozmowę i patrzymy na panoramę gór Judzkich. Wiatr wieje niesamowicie, jest zimno. Skuleni Palestyńczycy chowają się za zadaszeniem i zapalają papierosy. Idziemy dalej zboczem wschodnim. Żyd kontynuuje swoją wypowiedź:
Z nami i z Palestyńczykami jest tak samo: szczujemy ich cały czas, powtarzając w kółko to samo. Zawsze dajemy im do zrozumienia, że jesteśmy silniejsi i, jak zrobią coś nie tak, to spotka ich kara. W końcu nawet akty neutralne, a nawet dobra wola, odczytywane są nie tak jak powinny. Ktoś znany powiedział, że zanim zacznie się drażnić kota, należy sprawdzić czy okno jest otwarte – inaczej kot nie ucieknie. Myślę, że to, co przeżywał kot było w dłuższej perspektywie złe. Takie eksperymenty powtarzane bez końca mogą doprowadzić do czegoś, czego nie będzie można już odwrócić i w końcu staniesz się niewolnikiem swojego kota, kiedy każdy twój ruch będzie odczytywany jako zaczepka. Kot albo ucieknie do kąta, albo zacznie drapać.
Wczoraj w Jerychu Izraelski żołnierz zastrzelił czternastoletniego chłopaka. Ten pierwszy twierdził, że dziecko chciało sforsować mur odgradzający tereny Autonomii od Ziemi Izraela, ale koledzy chłopca utrzymują, że tylko biegł po piłkę, która potoczyła się w stronę muru. Tak czy inaczej wynikły z tego wielkie zamieszki, cała Jerozolima obklejona jest plakatami z wizerunkiem zabitego chłopaka. Rodzice przysięgli zemstę. Ludzie wychodzący z meczetów są wzburzeni. Mają rację – zginął ktoś niewinny. Ale Izraelscy żołnierze też mają rację, bo skąd mają wiedzieć, czy ktoś, kto biegnie w ich stronę nie ma w ręce granatu? Ile razy niespełna dziesięcioletnie dzieci próbowały przenosić przez wojskowe checkpointy ładunki wybuchowe ukryte w szkolnych plecakach? Ile razy Izraelscy żołnierze oberwali kamieniami? Ile razy policjanci zostali porwani przez bojowników Hamasu przebranych za nabożnych Żydów? W tym konflikcie chyba najbardziej widać, że rację mają wszyscy, a przynajmniej wszyscy są jej pewni. Gdyby o swoje upomnieli się Turcy, to też mieliby rację – byli panami tych ziem najdłużej. Wszelkie doszukiwanie się prawdy, polegające na grzebaniu w kartach historii nie prowadzi do niczego. Pewien Arab powiedział mi dumnie, że jego potomkowie byli tu przed Żydami. Przypomniałem, że Żydzi dwa tysiące lat temu mieli tu swoje królestwa. On nie chciał o tym słyszeć. Mówił, że Żydzi przywędrowali z Jemenu. Może w końcu dojdziemy do Adama? Wszędzie widzę licytujących się ludzi. Wszystkie gesty odczytywane są w sposób najgorszy z możliwych. Wszędzie podejrzenia i oskarżenia. Żydzi nie mieszają się z niewiernymi - powiedział mi chłopak z Jesziwy w Me’a Sharim. Kiedy zwróciłem jego uwagę na fakt istnienia Żydów indyjskich (ostatnio bardzo widoczny trend w imigracji), którzy nie różnią się wyglądem od innych Hindusów, zapadła głęboka konsternacja skwitowana gorączkowym poprawianiem kapeluszy. A niby skąd wzięli się czarnoskórzy Żydzi etiopscy?
Wiesz, dlaczego robimy problemy? – Pyta mnie palestyński kierowca – Zobacz, jesteśmy w arabskiej dzielnicy. Zobacz na te dziury w drogach. Ja płace wszystkie podatki, wszystkie! A w żydowskich dzielnicach nie ma dziur! That is why Palestinians angry!
Wysiadam. Zasięgam opinii kogoś zza muru.
Tak, to prawda, mają gorsze drogi niż Żydzi. Ale oni sami tego chcą. Nie mają własnej partii w radzie miasta, więc nikt nie reprezentuje ich interesów. Jeżeli nikt nie reprezentuje ich interesów, to kto ma zarządzić naprawę dróg? Myślisz, że nasi politycy są sprawiedliwi? Pewnie, że nie są i Palestyńczycy dobrze o tym wiedzą. Oni nie posiadają własnych instytucji, bo jeszcze sami nie wiedzą kim są. Oni nie są narodem. Ich przywódcy nawołują do bojkotu wyborów. Zachowują się jak małe dzieci, kiedy zamiast zorganizować się, zaczynają płakać i ze złości rzucać kamieniami. To bardzo prosta sprawa.
Wydaje mi się teraz, że Żydom łatwiej było przystosować się do życia na tej ziemi. W ogóle łatwiej im było się przystosować do zmieniających się warunków i łatwiej było stworzyć państwo. Żeby państwo dobrze funkcjonowało w dzisiejszych warunkach nie wystarczy ogłosić niepodległości, nie wystarczy zostać uznanym za naród przez ONZ. Należy zrozumieć, że dominującym trendem na całym świecie jest demokracja w stylu zachodnim i czy tego chcemy, czy nie, należy jakoś do tego się dostosować. Z drugiej strony Palestyńczycy słusznie obawiają się demokracji w stylu zachodnim, ponieważ prawie zawsze pociągała ona za sobą konieczność zmian we wszystkich niemalże aspektach życia.
My, Żydzi poradziliśmy sobie na tej ziemi, bo mieliśmy poczucie więzi narodowej, coś, czego Palestyńczykom brakuje. Oni zawsze byli pod czyimś butem i nigdy nie nauczyli się być jednością. Nie starali się tworzyć instytucji, nie dbali o infrastrukturę… Jeszcze przed proklamacją niepodległości w ’48 istniały wielkie plany zagospodarowania Ziemi Izraela i te plany weszły w życie zaraz po tym jak zdobyliśmy kontrolę nad tym terytorium. Wszyscy się na to zgadzali, a teraz zazdroszczą. Już dwuletnie dziecko wie, że nie wyrywa się drzew, bo jest to dobro wspólne. Już przed rokiem ’48, był specjalny fundusz na rzecz lasów, fundusz na rzecz wody. Zbieraliśmy na to wszystko pieniądze. Zobacz na te góry: tam gdzie jest las, znać, że należy do Izraela. Tam gdzie nie ma lasu, należy do Palestyny. Tak jest we wszystkim: oni nie dbają o nic, co nie dotyczy ich rodziny. Umma miała sens kiedyś, teraz to się nie sprawdza, to należy do innej epoki.
Ale skoro Izrael ma ambicję dyktować warunki, to dlaczego robi wszystko, aby transformacja narodu palestyńskiego nie powiodła się? Jeżeli obowiązującym trendem jest demokracja w stylu zachodnim, to należy zrobić wszystko, aby skonstruować odpowiednie narzędzie do jej aplikacji. Błędnym jest założenie, że nasza cywilizacja zawiera w sobie również pakiet instalacyjny.
* * *
Chciałem rozmawiać z tymi, którzy mówią nieobiektywnie, aby zrozumieć motywy ich działań. Świat tych ludzi jest tak bardzo niepewny, że sami pewności poszukiwać muszą prawie zawsze w religii To dzięki niej ludzie tłumaczą niesprawiedliwości świata i dzięki niej znajdują kozła ofiarnego swoich niepowodzeń. Pewien wojskowy izraelski opowiadał mi o zniszczonych synagogach z czasów rzymskich, na których Palestyńczycy z Zachodniego Brzegu palili świece. Na ich fundamentach nie stawiali meczetów. Nie wiedzieli tylko dlaczego to robią, podobnie jak nie wiedzieli, że ich przodkowie byli Żydami.
Gdyby porównać DNA pierwszego, lepszego rabina, który przyjechał z Ameryki z DNA przeciętnego bojownika Hamasu, okazałoby się, że ten drugi ma w sobie parokrotnie więcej krwi żydowskiej niż pierwszy. I do kogo należy ta ziemia? Do narodu czy do religii?
* * *
Najbardziej zdumiewa mnie to, że kiedy gdzieś w brudnej uliczce starego miasta w Jerozolimie koś rzuci kamieniem w policjanta (albo policjant krzywo się na kogoś popatrzy), doprowadza to do międzynarodowego fermentu. Świat jest tak czuły na wszelkie niepokojące wiadomości z Bliskiego Wschodu, że można mieć wrażenie, iż najdrobniejszy incydent podnosi cenę baryłki ropy o parę centów. A tu wszystkim zależy na zainteresowaniu mediów. Nie inaczej było przed paroma dniami, w połowie lutego, kiedy mer Jerozolimy, Uri Lupoliansky wydał zgodę na budowę rampy dla niepełnosprawnych przy Bramie Mugrabinów na Wzgórzu Świątynnym. Spowodowało to ostre protesty ludności muzułmańskiej, która pod wpływem paru ekstremistów zaczęła parodniową bitwę z policją i wojskiem. Istniało nawet prawdopodobieństwo zerwania pierwszych od dłuższego czasu rozmów palestyńsko-izraelskich. Kiedy pytałem się ludzi, dlaczego protestują przeciwko budowie zwykłego urządzenia ułatwiającego życie niepełnosprawnym, odpowiadano mi, że syjoniści chcą zniszczyć meczet Al-Aqsa. Jeżeli takie jest stanowisko większości muzułmańskiej ludności Jerozolimy, to nie ma szans na jakiekolwiek rozmowy. Wszystkie najdrobniejsze niezgodności podnoszone są do rangi wielkich awantur, które bardzo łatwo przekształcają się w zbrojne starcia.
Brak dobrej woli widoczny jest na każdym kroku. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Stykam się z tym na każdym kroku, w słowach, w spojrzeniach, wszędzie.
Największym problemem jest jednak to, że właściwie każde działanie - nieważne, jaki jest jego cel - prowadzi do konfrontacji. Przebywając w Jerozolimie, miałem wrażenie, że wszystko drży, tak jakby wszyscy spodziewali się wielkiego trzęsienia ziemi. Intifada oznacza w języku arabskim drżenie.
Zauważyłem, że zarówno ludzie szczerzy i uczciwi, jak i obłudni naciągacze, jakich wszędzie wielu, posługują się tym samym wabikiem: uśmiechem. Nigdy nie mogłem dojść do tego, czy uśmiech oznacza w danym przypadku zaproszenie na wspólny obiad, czy jest początkiem interesownej znajomości, która może potrwać całkiem długo i skończyć się złością. Te same gesty mogą oznaczać diametralnie inne postawy i to, czy uśmiech stanie się dla nas wyrazem przyjaźni, czy też ukrytej głęboko obłudy, zależy w dużej mierze od nas samych. Albo będziemy ufni, albo nie.
Ufam ludziom, może nawet za bardzo. Myślę, że warto ufać, bo czasem w zamian za moją szczerość, za ten pierwszy krok dostaję dużo więcej, niż bym stracił, trafiając na człowieka fałszywego. Często ten pierwszy krok, którego tak bardzo się boimy, nie wymaga prawie żadnego wysiłku i jest niemal czystym wyrazem dobrej woli. Nie tracąc prawie niczego, możemy dostać w zamian coś, o czym nawet nie śniliśmy. Ludzie wschodu potrafią o wiele częściej podzielić się ze mną ostatnim kawałkiem chleba, niż ludzie zachodu. Dlatego warto ufać. Ale gdzie znajduje się granica, po której przekroczeniu moja ufność zamienia się w naiwność?
Chciałem uczynić coś dobrego. Z wielką pomocą Zeeva Barana, Konsula Honorowego RP w Jerozolimie, u którego byłem praktykantem, udało się załatwić sponsora, który opłaciłby wymianę izraelskich, polskich i palestyńskich sportowców. Wszystko było na jak najlepszej drodze, dopóki Palestyńczycy nie dowiedzieli się, że tym sponsorem jest fundacja Szymona Peresa.
Szymon Peres jest z nich najgorszy. Najbardziej chytry. Udaje gołębia pokoju. My znamy jego zagrania – organizuje takie wymiany, a potem wykorzystuje wszystko do celów politycznych. Mówi „patrzcie, Palestyńczycy! Dałem pieniądze na waszych sportowców, a wy dalej wysadzacie się w Tel Awiwie. Dlaczego jesteście tacy niewdzięczni”? To spotkało już wiele federacji sportowych. Jak widzisz, nasza szermierka jest uboga, ale nigdy nie przyjmiemy pieniędzy od Peresa.
To słowa prezesa Palestyńskiej Federacji Szermierki. I znowu to okropne zjawisko fałszywego uśmiechu. Dobro ze złem pomieszało się tak bardzo, że już nikt nie wierzy w to pierwsze. Albo wierzy, ale za bardzo boi się zaryzykować, żeby je osiągnąć. Prawdopodobieństwo pomyłki jest duże na Ziemi Izraela. Zastanawiam się, czy na miejscu Palestyńczyków zrobiłbym to samo. Czy odróżniłbym Fundację Peresa od żołnierzy Peresa?
Francuska Federacja Szermierki podarowała nam dużo sprzętu sportowego. Wiesz, co się z nim stało?! Został skonfiskowany przez jego żołnierzy! Czego więc mamy spodziewać się od jego fundacji?
Jadę do Ramallah, aby przekonać Palestyńczyków, że wcale tak nie jest. Szermierze trenują w wielkim obozie dla uchodźców, który z czasem przemienił się w dzielnicę miasta. Dzieci przyjmują mnie entuzjastycznie, zupełnie jakbym był kimś ważnym. Ważne, że jestem z zewnątrz i można mi zaufać. Nieczęsto zdarza się, aby ktoś zainteresował się dolą uchodźców. Próbowałem skłonić człowieka który może podjąć decyzję o współpracy z Izraelem, aby zrobił ten pierwszy krok.
- Nie
Pozbywam się wszelkich złudzeń.
Czas i przestrzeń
Zatykam w końcu uszy. Nie chcę już dłużej słuchać tych kłamliwych wypowiedzi. Nie ma w tym ani krzty prawdy. Aby móc normalnie z kimś porozmawiać, należy wystrzegać się tematów politycznych, bo polityka psuje wszystko. Daje taką liczbę wydarzeń do opanowania, że człowiek nie może dać sobie z tym wszystkim rady i, aby wydać jakikolwiek sąd, musi uciec się do ekstremizmu – inaczej zwariuje. Ekstremizm tłumaczy wszystko jasno i klarownie, świat staje się czarno-biały, a człowiek przestaje się bać nadmiaru bodźców. Poprzez ekstremizm odcina się od świata wolności, która zaczyna go przerażać. Słusznie powiedział ktoś, z kim rozmawiałem w meczecie – Hamas daje wolność. Ale nie jest to już wolność do wyboru, tylko wolność od wyboru, a to zasadnicza różnica. Po części, więc rozumiem tych ludzi. Bardzo trudno korzystać tu z prawdziwej wolności, którą powinien cieszyć się każdy człowiek. Kiedy nie podporządkujesz się tu jakiejś ideologii, zaraz zostaniesz rzucony na głęboką wodę, będziesz musiał bez niczyjej pomocy rozwiązać nierozwiązywalną zagadkę największego i najbardziej zagmatwanego konfliktu współczesnego świata. To trudne wyzwanie podejmowane jest przez wielu, ale tylko niewielu udaje się być na tyle obiektywnym i odważnym w swoich wypowiedziach, by ich jakość równała się jakości analiz wykonywanych przez obserwatorów z zewnątrz. Jak mawiał E. Cioran: Tylko człowiek trzymający się na uboczu, postępujący inaczej niż wszyscy, zachowuje naprawdę zdolność rozumienia czegoś ze świata. Tu, nawet gdy ktoś chce przedstawić swoją obiektywną opinię na forum publicznym, musi liczyć się z reakcją wszechmocnej, silnie spolaryzowanej masy, która zawsze jest nieobiektywna i zawsze dusi.
Niedawno odbyło się w Mekce spotkanie liderów zwalczających się frakcji w quasi-rządzie Autonomii Palestyńskiej. Ismail Haniyeh z Hamasu podał rękę Abu Mazenowi z Fatahu. Ich poglądy nadal pozostają diametralnie różne, ale przynajmniej zakończono wojnę domową. I od razu pojawili się ekstremiści wołający, że „oto zbaczamy z obranego uprzednio kursu i próbujemy popatrzyć na wszystko z perspektywy wyższej niż należy”. W Fatahu znalazły się osoby zarzucające Abu Mazenowi zbyt widoczne zbliżenie z Hamasem, a w Hamasie zarzucające Meshalowi zbliżenie z Fatahem.
Niemiecki socjolog Alfred Shutz twierdził, że najbardziej charakterystycznym rysem współczesnego człowieka jest jego niezdolność do samodzielnego przetwarzania coraz to większej ilości informacji. Globalizacja doprowadziła do drastycznego wzrostu interakcji międzykulturowych, a współczesnemu człowiekowi trudno przystosować się do nowych warunków i nieznanych dotąd możliwości, jakie daje wolność. To pozwala zrozumieć, dlaczego ludzie coraz częściej szukają ucieczki w tłumie, fundamentalizmie i w fanatyzmie religijnym. Teza Shutza jest prosta; jeśli kontakty międzyludzkie zaczną opierać się na niewidzialnej sieci wzajemnych powiązań (a nie na relacjach face to face) i jeżeli tych kontaktów będzie więcej niż wcześniej, naszym mechanizmem ucieczki stanie się coraz większe uzależnienie od głosu opinii publicznej. Shutz mawiał, że światli obywatele zamieniają się w ludzi z ulicy.
Pewien trzeźwy Izraelski komentator mówił o tym zjawisku w taki oto sposób:
Dwadzieścia lat temu bardzo niewielu muzułmanów modliło się w meczetach. Teraz modli się prawie każdy. Boją się nas. Te wszystkie ataki nie są niczym innym jak wyrazem strachu. Nie są wyrazem mocy, ale właśnie słabości.
* * *
Prawie z każdego punktu w Autonomii Palestyńskiej widać jakieś ogrodzenie lub mur. Jeżeli Palestyńczyk chce przejechać z jednego miasta do drugiego, musi czekać wiele godzin w kolejce, aż zostanie mu wydana przepustka. To przykre, zwłaszcza jeśli patrzy się na obóz dla uchodźców pod Ramallah. Ludzie zamknięci na małej przestrzeni zachowują się jak wygłodniałe tygrysy. W myślach przywołuję eksperyment który miał tłumaczyć zachowanie ludzi stłoczonych na małej przestrzeni analogicznymi zachowaniami szczurów. Gdy szczury zamknięte były w klatce przez długi okres czasu, ich czynności życiowe ulegały straszliwym dewiacjom. To tylko na chwilę wpadło mi do głowy.
Bezrobocie osiągnęło w Palestynie nieprawdopodobne duże rozmiary w przeciwieństwie do powierzchni ziemi przypadającej na mieszkańców - ta osiągnęła rozmiary przerażająco niskie. Z drugiej strony, co mogą zrobić izraelscy żołnierze? Mają nikogo nie dyskryminować? Przecież nie ma na to czasu. Nie można się tu bawić w polityczną poprawność, bo doprowadzi to do blokady właściwie każdego miejsca publicznego lotnisku w Lod należy pojawić się trzy godziny przed odlotem, aby żołnierze mogli wszystko sprawdzić. Jeśli jesteś Arabem, spodziewaj się dłuższej rewizji. Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że to jawna dyskryminacja i skrajna niepoprawność. Uważam, że warto podsunąć takiej osobie pod nos statystyki, z których jasno wynika, że Arabowie częściej niż Żydzi porywają samoloty. Żołnierze może i chcieliby nie kierować się statystykami, ale nie mają na to czasu. I znowu dwie strony mają rację, ale te racje wykluczają się. Beznadziejność konfliktu na Bliskim Wschodzie polega na tym, że problemy wynikające z braku lub nadmiaru czasu łączą się z tymi, związanymi z podziałem przestrzeni w najgorszej z możliwych konfiguracji, jakie tylko można sobie wyobrazić. Ani Żydzi, ani Arabowie nie są w stanie poradzić sobie z tym.
* * *
Lubię porównywać ludzkość do wielkiej wazy, która kiedyś na skutek głupich i nieprzemyślanych działań, ludzkiej zachłanności oraz upływu czasu spadła z wysoka i rozbiła się na tysiące kawałków. Teraz każdy lud ma w sobie tylko cząstkę tego, czym dawniej była ludzkość. W niektórych zakątkach świata kawałki wazy zostały tak bardzo przysypane przez piasek, że ich odnalezienie zależy tylko i wyłącznie od determinacji ludzi dobrej woli. Nikt nie odnajdzie tych kawałków sam. Tylko poprzez obcowanie ze sobą, odpowiedni klimat polityczny, wsparcie z zewnątrz i rozwagę można spróbować dopasować do siebie elementy układanki. A układanka staje się coraz bardziej skomplikowana. Coraz większa ilość kontaktów między kulturami, przybliża je do siebie, ale czy naprawdę zbliża?
Im więcej się dzieje, tym trudniej opanować rzeczywistość. Im mniejszy skrawek ziemi, na którym żyją obcy sobie ludzie, tym większa szansa, że w końcu się pokłócą i jeden zamknie drugiego w klatce. Im szybciej nastąpi doniosłe zdarzenie, tym częściej reakcją będzie impuls, a nie rozwaga. Im większa w ludziach duma, tym mniejsza skłonność do ustępstw. Im większa rana w historii, tym silniejsza wola zemsty (często ślepej). Im więcej w tym wszystkim pieniędzy, tym częściej człowiek zaczyna myśleć o teraźniejszości, a nie o przyszłości. Spośród tych czynników wszystkiego jest na ziemi Izraela albo za mało, albo za dużo. Na politykę czasu jest za mało – źle, bo politycy są nieopanowani. Na życie w obozie dla uchodźców czasu za dużo – źle, bo zaczyna się nuda, a z nudy wynikają zawsze złe rzeczy. Na pomieszczenie wszystkich w świętym dla nich mieście za mało przestrzeni. Na budowę nielegalnych osiedli za dużo przestrzeni. Na pomoc wujka z Ameryki za późno – stracił już zaufanie przez swoją hipokryzje. Na wypowiedzenie własnego zdania przez Palestyńczyków za wcześnie, bo jeszcze nie wiedzą, kim są. Na pogodzenie się z przeszłością też za wcześnie.. Brak relacji bezpośrednich, sytuacja w której ludzie mówią do siebie zza muru nie widząc się nawzajem sprawia, że interpretują swoje zachowania na podstawie tego, co powie o tym innym masa. Głos opinii publicznej i ideologii góruje nad człowieczeństwem. Relacje międzyludzkie przy jednoczesnej intensyfikacji stają się niezwykle powierzchowne, co zmusza do coraz częstszego opierania się na stereotypach. Im bardziej powierzchowne powiązania, im bardziej ludzie są od siebie uzależnieni tymi powiązaniami, tym częściej staną się ludźmi z ulicy, a nie światłymi obywatelami. Znika zasypywany przez piasek kolejny element człowieka – zdrowy rozsądek. Wielu chciałoby go w końcu odkopać, ale wraz z upływem c z a s u, znikają ludzie, którzy mają na to ochotę. C z a s poświęcony na kopanie jest za krótki i nigdy nie ma pewności, że kiedy ktoś będzie chciał się tego podjąć, komuś innemu nie zabraknie c z a s u na zastanowienie się zanim pociągnie za spust. Historia konfliktu bliskowschodniego to historia korzystania ze wszystkich okazji do zmarnowania okazji.
Przebywając przez ponad miesiąc w Izraelu i na Zachodnim Brzegu Jordanu, starałem się znaleźć choć paru sprawiedliwych, choć parę osób, które powiedziałyby coś do końca obiektywnie. Myślę, że można policzyć takich na palcach jednej ręki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz