piątek, 1 grudnia 2006

ARMENIA 2006. Erewańskie przedmieścia




























Zwiedzając zamknięty ormiański kościół w Tibilisi natknęliśmy się na niesamowitych Ormian, którzy namówili nas na wyprawę do Erewania. Następnego dnia wsiedliśmy do marszrutki na Ortachala Avtosaduri. Podróż pod hasłem „Jak nie Kongo, to Erewań”(to jest dopiero historia...). Zimny bus pełen ludzi ubranych w czarne skórzane kurtki. Po kilku godzinach marszrutka się zepsuła. Krajobraz mętny, konsternacja, wszyscy czekają na to co powie wyrocznia – kierowca – po powrocie z silnika. Kierowca wysmarkał się na ulicę, wpierw jedną dziurkę, potem drugą, zima, żółte, posklejane mazie szybko zakrywa śnieg. Mijamy stado krów, jest nawet kilka koni. Spora część stada stała na jezdni, inne opierały się o mur – czy widział kto krowę opierającą się o mur? Gieorgi – bo tak na 99% ma na imię mężczyzna siedzący obok – wyciągnął chaczapuri. Obrazy zza okna: pustostany, opuszczone mury, blokowiska, kwadraty bez szyb, które można przejrzeć na wylot. Hektary opustoszałej ziemi, szkielety bezlistnych drzew, zagubione czarne reklamówki straszą na krzakach. To najsmutniejsza pora roku: szaro, zimno i brudno. Przemili współtowarzysze podróży, co chwila częstują nas tłustym jedzonkiem.

Granica- zakurzona, ale czujna. Pierwsza wieś, typ popegeerowski, z tą różnicą, że pod sklepikiem stoją trzy nowoczesne, czarne mercedesy...

Dookoła tyle przestrzeni, hasają cztery świnie wielkości krów. Mogłaby tu być Irlandia, ale jest Armenia i ruskie przeboje w radio.

Miasto – stan przejścia/transformacji – nie do końca rozpoznajemy czy coś jest budowane czy w stanie rozpadu, zawieszenie. W sklepie sprzedawczyni kalkuluje ceny za pomocą drewnianego liczydła, w centrum miasta mijają nas piękne Gruzinki w drogich, markowych ciuchach. Zapach sowieckiej przeszłości, skropionej zachodnimi perfumami.

Na przedmieściach Erewania stał Pan ze zdjęcia i sprzedawał puste, plastykowe butelki znalezione przy drodze za 1 grosz każda - „dopóki Putin dzierży Armenię, dopóty jesteśmy bezpieczni”- mówi. Armenia jest samotna, tak jak i Gruzja i inne państwa Kaukazu. Jedne państwa blokują drugie, każde robi to z różnych powodów i na innej granicy. Widok z Muzeum Rzezi Ormiańskiej na górę Arrat jest imponujący i wystarczająco wymowny... W bibliotece na przedmieściu znaleźliśmy tylko jedną książkę w języku angielskim – bardziej martwi nas przeciekający dach i brak ogrzewania, niż deficyt obcojęzycznych książek – mówi Pani Dyrektor. Dopóki nie zaspokoimy podstawowych pragnień nie mamy wyższych... CDN










Brak komentarzy: