Tym razem postanowiliśmy pojechać do Krakowa. To była bardzo mądra decyzja. W Krakowie nie trzebaTym razem postanowiliśmy pojechać do Krakowa. To była bardzo mądra decyzja. W Krakowie nie trzeba: martwić się o ropę do piecyka, zmagać się z nieuczciwymi sprzedawcami dywanów, chodzić na opery w których głos puszczony jest z playbacku, kłócić się z właścicielem lokalu, robić wiele innych rzeczy, które trzeba robić będąc gdzie indziej...Za to Kraków, istny Paryż Małopolski i Londyn Europy Środkowo-Wschodniej, a w ogóle Nowe Jeruzalem zapewnia nam rozliczne atrakcje. Na pierwszym miejscu wymienić należałoby niezwykłe bogactwo programu kulturalnego. Kraków zadziwił nas szalenie rozbudowanym repertuarem kin i teatrów. Co więcej, okazało się, że nasze mieszkanie znajduje się zaledwie o rzut beretem od tego mrowia wykładów, prelekcji, sztuk, spektakli, barów, knajpek, knajpeczek, uliczek i całej reszty. Kraków jest magiczny. Kochamy Kraków.Za to Kraków, istny Paryż Małopolski i Londyn Europy Środkowo-Wschodniej, a w ogóle Nowe Jeruzalem zapewnia nam rozliczne atrakcje. Na pierwszym miejscu wymienić należałoby niezwykłe bogactwo programu kulturalnego. Kraków zadziwił nas szalenie rozbudowanym repertuarem kin i teatrów. Co więcej, okazało się, że nasze mieszkanie znajduje się zaledwie o rzut beretem od tego mrowia wykładów, prelekcji, sztuk, spektakli, barów, knajpek, knajpeczek, uliczek i całej reszty. Kraków jest magiczny. Kochamy Kraków.
niedziela, 11 maja 2008
wtorek, 22 kwietnia 2008
Na daszku w Damaszku

Damaszek – atmosfera między Erewaniem, a Ramallah. W nowym mieście uderzają ogromne, puste, betonowe budynki, pozostałości po sowieckiej erze. Nie jedyne pozostałości zresztą; już na wstępie zostajemy pouczeni: „żadnych rozmów o polityce”. Syn byłego prezydenta, przystojny Bashar wita nas szerokim uśmiechem z plakatów dosłownie wszędzie, w taksówce, na lotnisku, na przejściu dla pieszych. Jego oczy są wszędzie. W autobusie poznajemy syryjskiego studenta studiującego w Erewaniu. Rozmawiamy o religii. Kiedy pytamy, czy to, że prezydent jest alawitą, ma znaczenie skwitowani zostajemy krótkim: „don’t talk about this”. W Syrii są rzeczy o których nie powinno się rozmawiać.
Nowy Damaszek, to piękne, choć podniszczone wille, szerokie ulice, ronda i drogie butiki. Czasem łatwiej porozumieć się po francusku, niż po angielsku. Zaskoczenie, że „krótka” zaledwie 25-letnia obecność Francuzów w tym mieście pozostawiła tak znamienne ślady. Stare miasto to zupełnie inny świat, trąci arabskim klimatem, za którym węszą turyści – a tych nie wielu. Jest bezpiecznie i spokojnie. Sprzedawcy nie są nawet w połowie tak nachalni jak w Jerozolimie. Gdyby zainwestować w otoczone murami damasceńskie stare miasto może i przyćmiło by urodą miasto Dawida. W labiryncie uliczek, pośród kakofonii kościelnych dzwonów, nawoływań muezinów z minaretów i gwary mieszkańców, czyli ogólnego zachwytu nad atmosferą starówki, zauważamy małą dziewczynkę, ma jakieś 7 lat i żebra. Na zdjęciu poniżej widać jak podlicza swój dzienny zarobek. Nigdy nie dawać żebrającym dzieciom pieniędzy – to powinna być zasada obowiązkowa dla turystów. Być może jej rodzice, to jedni z dwóch milionów irackich uchodźców w Syrii… Syria to blisko-wschodnia „Terre d’asile”, to tutaj schronili się Ormianie w 1915, czy Palestyńczycy w trakcie kolejnych powstań, obecnie 2 miliony Irakijczyków czeka w Syrii na zakończenie wojny i powrót do Iraku. Dwa miliony ludzi, którzy szukają swojej przestrzeni, mieszkania i zarobku to dużo. Naprędce dobudowane byle jakie mieszkania, uliczny handel, żebracy, czy białe namioty UNHCR – jak twierdzą Syryjczycy - zmieniły wizerunek miasta. Wojna się kończy ,większość uchodźców wraca do domu, ale pozostała wysoka inflacja i wyższe ceny paliwa do 1,8zł za litr (dla nas śmiesznie nieprawdopodobne). Transport w Syrii jest bajecznie tani, za półgodzinny przejazd taksówką płacimy 2,5zl! tyle ile kosztuje bilet MPK w Krakowie.
Większość znajomych Arabów mówiła nam, że Damaszek to prawdziwa esencja arabskości. Ale jak na razie wydaje nam się bardziej kaukasko-europejsko-bliskowschodnim tyglem…
A co u nas? Mieszkamy w sercu starego miasta, w prastarym domu z patio, fontanną i drzewkiem pomarańczowym oraz wersetami z Koranu wypisanymi na ścianach pokoju. Jest zimno, wczoraj w Damaszku spadł śnieg, co wzbudziło niebywałą sensację wśród jego mieszkańców. Większość dzieci po raz pierwszy widziała śnieg, cieszyli się zwłaszcza dorośli, zatrzymywali samochody, zbierali z ich dachów białą mannę (tak naprawdę padał śnieg z deszczem i większość od razu topniała, ale tutaj o wydarzeniu mówi się nie inaczej niż „śnieżyca”) i rzucali się kulkami. Palmy, śnieg i pomarańcze! Ciekawe konfiguracje. Jedzenie jest przepyszne i zdrowe, a szkół arabskiego cały wachlarz do wyboru. Dziś byliśmy w madrasie, szkole koranicznej dla dziewcząt, mogę się tam uczyć, jeśli założę chustę i będę studiować Koran. Poza tym dla wszystkich obcokrajowców, którzy chcą tu studiować: test na obecność HIV obowiązkowy! Tyle o prywatności i tolerancji. Jeszcze dowcip z wczoraj: rozmawiają Amerykanin i Syryjczyk. Wiesz – mówi Amerykanin - u nas jest demokracja, to wspaniały system, prawdziwa wolność słowa, jeśli chcę mogę krzyczeć pod Białym Domem „f*** you Bush” i nikt mi niczego nie zrobi. W takim razie – odpowiada Syryjczyk – u nas też jest demokracja, mogę zrobić to samo, a na dodatek dostanę pochwałę!
Jak mi życzył Piotr – nasiąkaj innością…
Nowy Damaszek, to piękne, choć podniszczone wille, szerokie ulice, ronda i drogie butiki. Czasem łatwiej porozumieć się po francusku, niż po angielsku. Zaskoczenie, że „krótka” zaledwie 25-letnia obecność Francuzów w tym mieście pozostawiła tak znamienne ślady. Stare miasto to zupełnie inny świat, trąci arabskim klimatem, za którym węszą turyści – a tych nie wielu. Jest bezpiecznie i spokojnie. Sprzedawcy nie są nawet w połowie tak nachalni jak w Jerozolimie. Gdyby zainwestować w otoczone murami damasceńskie stare miasto może i przyćmiło by urodą miasto Dawida. W labiryncie uliczek, pośród kakofonii kościelnych dzwonów, nawoływań muezinów z minaretów i gwary mieszkańców, czyli ogólnego zachwytu nad atmosferą starówki, zauważamy małą dziewczynkę, ma jakieś 7 lat i żebra. Na zdjęciu poniżej widać jak podlicza swój dzienny zarobek. Nigdy nie dawać żebrającym dzieciom pieniędzy – to powinna być zasada obowiązkowa dla turystów. Być może jej rodzice, to jedni z dwóch milionów irackich uchodźców w Syrii… Syria to blisko-wschodnia „Terre d’asile”, to tutaj schronili się Ormianie w 1915, czy Palestyńczycy w trakcie kolejnych powstań, obecnie 2 miliony Irakijczyków czeka w Syrii na zakończenie wojny i powrót do Iraku. Dwa miliony ludzi, którzy szukają swojej przestrzeni, mieszkania i zarobku to dużo. Naprędce dobudowane byle jakie mieszkania, uliczny handel, żebracy, czy białe namioty UNHCR – jak twierdzą Syryjczycy - zmieniły wizerunek miasta. Wojna się kończy ,większość uchodźców wraca do domu, ale pozostała wysoka inflacja i wyższe ceny paliwa do 1,8zł za litr (dla nas śmiesznie nieprawdopodobne). Transport w Syrii jest bajecznie tani, za półgodzinny przejazd taksówką płacimy 2,5zl! tyle ile kosztuje bilet MPK w Krakowie.
Większość znajomych Arabów mówiła nam, że Damaszek to prawdziwa esencja arabskości. Ale jak na razie wydaje nam się bardziej kaukasko-europejsko-bliskowschodnim tyglem…
A co u nas? Mieszkamy w sercu starego miasta, w prastarym domu z patio, fontanną i drzewkiem pomarańczowym oraz wersetami z Koranu wypisanymi na ścianach pokoju. Jest zimno, wczoraj w Damaszku spadł śnieg, co wzbudziło niebywałą sensację wśród jego mieszkańców. Większość dzieci po raz pierwszy widziała śnieg, cieszyli się zwłaszcza dorośli, zatrzymywali samochody, zbierali z ich dachów białą mannę (tak naprawdę padał śnieg z deszczem i większość od razu topniała, ale tutaj o wydarzeniu mówi się nie inaczej niż „śnieżyca”) i rzucali się kulkami. Palmy, śnieg i pomarańcze! Ciekawe konfiguracje. Jedzenie jest przepyszne i zdrowe, a szkół arabskiego cały wachlarz do wyboru. Dziś byliśmy w madrasie, szkole koranicznej dla dziewcząt, mogę się tam uczyć, jeśli założę chustę i będę studiować Koran. Poza tym dla wszystkich obcokrajowców, którzy chcą tu studiować: test na obecność HIV obowiązkowy! Tyle o prywatności i tolerancji. Jeszcze dowcip z wczoraj: rozmawiają Amerykanin i Syryjczyk. Wiesz – mówi Amerykanin - u nas jest demokracja, to wspaniały system, prawdziwa wolność słowa, jeśli chcę mogę krzyczeć pod Białym Domem „f*** you Bush” i nikt mi niczego nie zrobi. W takim razie – odpowiada Syryjczyk – u nas też jest demokracja, mogę zrobić to samo, a na dodatek dostanę pochwałę!
Jak mi życzył Piotr – nasiąkaj innością…
Subskrybuj:
Posty (Atom)