KARADJALA „LUDZIOM ŻYJE SIĘ TU HARASZO”
Rowszan
Karadjala - wioska położona w północno-wschodniej Gruzji zamieszkana przez mniejszość azerską. Ktoś powiedział, że zapomniana, byliśmy tam pierwszymi turystami…
Centrum wsi roztacza się wokół punktu poboru wody, zniszczonej szkoły podstawowej i szopy, w której mieści się „kasyno” do gry w karty. Nie ma asfaltu, ogrzewania, ani kanalizacji. Wzbudzamy spore zainteresowanie, zwłaszcza wymachując kamerą i pstrykając zdjęcia. Podchodzi do nas Rowszan, lat …, chce nas oprowadzić. Wpierw zmierzamy do meczetu położonego blisko centrum, później w tej ośmiotysięcznej muzułmańskiej wiosce odnajdziemy jeszcze dwa inne miejsca modlitwy. Zamurowane okna przypominają o tym, że w czasach sowieckich meczety były zamknięte. Rowszan podkreśla, że wszystkie dobra znajdujące się w tym meczecie to dary od miejscowej ludności, wskazuje na kolorowe dywany po których wszyscy boso stąpamy. Mufti tegoż meczetu przyjechał do Karadjali specjalnie z Turcji, jest nauczycielem w madrasie – szkole koranicznej, ma piętnastu uczniów; „tłumaczę im jak się modlić i co mówi Allah” – mówi.
Wsiadamy do srebrnego mercedesa Rowszana, w trakcie jazdy opowiada nam historię swojego życia. Za czasów Szewardynadze prowadził kantor wymiany walut, był zamożnym człowiekiem. Bojówki Mahadrionów porwały go dla okupu - pokazuje blizny na rękach i czole - spędził 28 dni w niewoli, okup wynosił 150 tysięcy dolarów. Za głowę jego brata policzono juz 500 tysięcy dolarów. Wskazuje palcem góry widoczne na horyzoncie, znajdujemy się zaledwie
Zmierzamy do rzeźni, która znajduje się kilka kilometrów od wioski, wokół pałętają się bezpańskie psy, a wiatr przegania czarne, dziurawe reklamówki. Ogromna przestrzeń, niestety nie da się uciec od skojarzenia z wysypiskiem śmieci. Tutaj przyjeżdżają Gruzini i kupują mięso, zwykle baraninę. Pytam kto jest Azerem, a kto Gruzinem, jak są między nimi relacje. „Ludzie żyją tu haraszo” to standardowa odpowiedź. Nikt nie zażądał od nas zapłaty za zdjęcia, jedzenie, przewóz. Gościnność w pełnym tego słowa znaczeniu. Ludzie są przychylni, szczerzy, poczciwi, wyrozumiali dla naszej kamery, aparatów i notatników.
Rowszan zaprosił nas na obiad, opowiada o swojej pracy: „zarabiam sto dolarów dziennie” – mówi, jest właścicielem busa, który codziennie wozi ludzi do Baku, taka podróż trwa 7 godzin.
Twierdzi, że kiedyś Gruzja była skorumpowana, dziś widać zmiany, buduje się nowe drogi, po rewolucji pensja policjanta wzrosła dwudziestokrotnie, tak zwalczono korupcję – powiada.
Wybieramy się na skraj wioski, aby obejrzeć kolejny meczet, wygląda jak murowana kapliczka, wokół nas roześmiane dzieci i pijany starzec. Za przysłowiowym płotem wznosi się wielki drewniany krzyż, nasz nowy towarzysz, muzułmanin, cztery lata uczęszczał do szkoły w sąsiedniej, prawosławnej wiosce. „Chrześcijanie i muzułmanie żyją tu haraszo” – mówi.
Pełny tekst dostępny w „Civil Caucasus. Final Report” pod redakcją Krzysztofa Gurby Wydawnictwo J. Fall, Kraków 2007
2007